
Tyle się teraz mówi o drodze do Europy, o otwarciu na świat, o "globalnej wiosce", a ja kiedyś, jeszcze w latach siedemdziesiątych dwudziestego wieku mialam szczęście przeżyć kilka lat w środowisku, które można nazwać kondensacją globalnej wioski. Było to na koralowym archipelagu, rozrzuconym pośrodku Oceanu Indyjskiego a zwanym Malediwami. Na jednej z wysp, stołecznej Male, wśród tubylców mieszkała i działała grupa ludzi z wielu stron świata, pracujących w różnych agendach służb ONZ dla dobra tego kraiku, zagubionego na oceanie, odciętego od świata. Byli wśród nich Duńczycy i Kenijczycy, Amerykanie i Japończycy, Finowie i Australijczycy, Tamilowie i Syngalezi z Cejlonu, Hindusi, Anglicy i Szkoci, Belgowie i Filipińczycy i tak dalej i tak dalej, no i my - Polacy. A kiedy nadeszła wigilia Bożego Narodzenia wszyscy spotkali się u nas, niezależnie od poglądów i religii, jakie reprezentowali. Jedni przyszli by uczcić ten dzień, a inni po prostu do towarzystwa. Za otwartymi szeroko drzwiami i oknami dyszała wokół nas gorąca, tropikalna noc, ogłuszająco grały cykady, a od czasu do czasu rozlegał sie donośny głos, a właściwie wrzask gekonów (przemiłych jaszczurek współegzystujących z nami w domach). W pokoju stała choinka przywieziona z Polski, wprawdzie sztuczna, ale przybrana świątecznie wygladała jak gość z innego, zimowego świata. Każdy kto wchodził zatrzymywał się zaskoczony, tak wielki był kontrast pomiędzy tym co nas otaczało, a nią. Dodać należy, że Malediwy to kraik w całości islamski, ale o dużej tolerancji wobec innych.
Wieczór był nadzwyczaj przyjemny, uczestnicy kolacji snuli opowieści na temat obyczajów świątecznych w swoich krajach i w swoich religiach. Mówiliśmy również o kolędach i wtedy ktoś zaproponował, by wspólnie odśpiewać najbardziej znaną kolędę świata - "Cicha noc". Ku mojemu zdumieniu okazało się, że znają ją wszyscy. Całe różnojęzyczne, różnokolorowe i różnowyznaniowe towarzystwo. Śpiewali ją w różnych językach, a ci u których nie przełożono jej na język narodowy, w wersji angielskiej. I tak, kolęda napisana kiedyś przez wiejskiego, skromnego i biednego, austriackiego pastora połączyła ludzi ze wszystkich prawie zakątków świata w jedną, serdeczną, życzliwą sobie rodzinę. Nigdy czegoś takiego nie przeżyłam. I tak sobie pomyślałam, że aby ludzi połączyć nie trzeba wielkich słów ani napuszonych haseł, wystarczy trafić do ich serc, dać poczucie prawdziwej wspólnoty. I to jeszcze, że są rzeczy i sprawy nieprzemijające, a choć małe to wielkie. A więc śpiewajmy:
Cicha noc, Święta noc
Pokój niesie ludziom wszem...
Tekst autorstwa Pani Barbary Buczek-Płachtowej
zaczerpnięty z http://www.qdnet.pl/unas/Nr28/art02.htm
Przepraszam za zaistniałe uchybienia,
cieszę się że sytuacja została wyjaśniona.
Serdecznie Pozdrawiam - Dziękuję.
Andrzej Merko
|